fbpx

Nieruchomości teraz vs. kilkanaście lat temu

Być może to, co teraz powiem, nie jest najbardziej rewolucyjną rzeczą, jaką dziś usłyszysz, ale muszę przypomnieć: każdy z nas ma tyle samo czasu. Tyle samo godzin każdego dnia. Doba co do sekundy ma dokładnie tyle u skrajnego biedaka, co u milionera. Wszyscy ludzie na świecie – bez wyjątku – mają tyle samo szans i możliwości.

Pamiętam jak dziś mój pierwszy dzień pracy w nieruchomościach. Byłem przez kilka lat najmłodszy w całym zespole. Pewnie potrafisz sobie wyobrazić dwudziestolatka, który postanawia robić transakcje na minimum kilkaset tysięcy? Taka osoba musi mieć w sobie dużo samozaparcia i motywacji, by każdego dnia móc podążać za wyścigiem szczurów. Zadanie jest jeszcze dodatkowo utrudnione, bo wszyscy są starsi i bardziej doświadczeni, a ”świeżaka” taktują z góry.

Gdy zaczynałem 13 lat temu, ówczesna szefowa opowiadała mi, że 10-15 lat wcześniej praca w nieruchomościach wyglądała tak, że klient przychodził do biura i oglądał zdjęcia w albumie. Tak, zgadza się. Nie było otodom, olx czy innych portali, na których teraz możemy sobie obejrzeć profesjonalne zdjęcia, przeczytać opis i zdecydować, czy chcemy ”brnąć w to dalej”. Jeśli chciało się zobaczyć fotki przed prezentacją, to służył do tego album do zdjęć 🙂 To były lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku. Skoro nie było portali nieruchomościowych, to skąd ludzie wiedzieli o lokalach na sprzedaż? Najczęściej z gazety lub od znajomych. Po prostu się o tym rozmawiało. To coś, co teraz nazywamy marketingiem szeptanym. Jest on na pewno spójny z dzisiejszą formą poleceń – współcześnie chodzi dokładanie o to samo, czyli o rekomendację usług lub produktów.

W pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku, kiedy zaczynałem pracę jako agent nieruchomości, królem tablicy ogłoszeniowej nadal były gazety. Nikt nie odpalał przeglądarki, by znaleźć mieszkanie dla siebie, za to każdy wiedział, że w kiosku znajdzie to, czego szuka – czyli prasę. Firma, w której zaczynałem karierę, miała swoją gazetę, która była sprzedawana i dystrybuowana do kiosków ruchu. To było dopiero coś! Można było znaleźć w niej artykuły sponsorowane oraz oczywiście ogłoszenia nieruchomości. Firma miała swoich redaktorów, grafików, fotografów – byliśmy takim małym wydawnictwem miesięcznika.

Jak mowa o fotografach, to właśnie w tamtych latach wchodziły na polski rynek nieruchomości profesjonalne sesje zdjęciowe. Na tamte czasy były to bardzo drogie usługi. Trend rozwijał się długo – był prestiżowy i ”nie dla każdego”. Kto by wtedy pomyślał, że dziś profesjonalne fotografie wnętrz będą standardem.

Wracając do spraw przyziemnych – kilkanaście lat temu królowały komputery stacjonarne. Pewnie słysząc hasło ”monitory z dupą” wiesz, co czym mówię 🙂 Koszta jednego stanowiska pracy były wysokie. Nie było już opcji dzielenia stanowisk, bo każde z nich zajmowało kilka metrów kwadratowych poprzez duży gabaryt sprzętu. Telefony oczywiście stacjonarne. Klienci dzwonili na stacjonarne, bo było taniej. Połączenia komórkowe były bardzo drogie. Komórki oczywiście nie miały funkcji smart – to trend drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku.

Skoro praca przy komputerach – to co tam robiliśmy? Pierwsze programy do zarządzania relacjami z klientami polegały na tym, że rejestrowaliśmy tam klientów po to, aby dopasowywać im oferty. To był prawdziwy hit. Wprowadzanie oferty nieruchomości na sprzedaż trwało około 2h. Najlepsi zawodnicy schodzili do godziny. Dzisiaj to zajmuje niecały kwadrans. Jak wprowadziliśmy automatyczną wysyłkę ofert nieruchomości do klientów, którzy chcą otrzymywać propozycje wg wytycznych – to była dopiero przewaga rynkowa. 

Faktem jest, że kiedyś wielu klientów po prostu przychodziło do biura. Prosto z ulicy. Nikt nie umawiał się na spotkania i prezentacje z góry. Zastosowanie miały lokale z witrynami na parterze. Mieliśmy dyżury po 3 osoby w biurze, co było wynikiem ogromnego ruchu i zainteresowania.

Widzisz, jak dużo zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat, ale co jest wciąż takie samo? To, że relacja z klientem zawsze była ważna. Zarówno 30 lat temu jak i teraz. To dzięki niej ludzie nas polecają.

Ciekawe, co jeszcze przyniesie przyszłość w branży nieruchomości!

Udostępnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest
Share on linkedin
LinkedIn

Więcej wpisów

Rynek nieruchomości

Kamienice idą na uniwersytet

Pełna sala wykładowa, a wśród słuchaczy pracownicy Katedry Nieruchomości i Inwestycji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika z prof. Włodzimierzem Karaszewskim na czele – takie audytorium zgromadził pierwszy wykład prezesa Inside Parku na

Czytaj Więcej »
Aktualności

O czym nie powie ci agent ubezpieczeniowy

Marcin Kłodnicki, przedsiębiorca i inwestor od szesnastu lat związany z rynkiem ubezpieczeniowym, finansowym oraz biznesem, był gościem lutowego spotkania toruńskich mieszkaniczników. M. Kłodnicki wyjaśniał zawiłości umów ubezpieczeniowych. Marcin Kłodnicki to

Czytaj Więcej »